Otóż około 60 roku n.e. Maltańczycy, pomimo kilku wieków zwierzchnictwa Rzymu,
nadal posługują się językiem fenickim w jego kanaanejskiej odmianie. Uwaga -
kolejny raz - mogłoby tłumaczyć, jak święty Paweł, głoszący Ewangelię w języku
aramejskim (aramejski, podobnie jak język fenicki, był językiem semickim, nieomal
urzędowym językiem Lewantu i części Morza Śródziemnego), w czasie
trzymiesięcznego pobytu na wyspie, mógł porozumieć się z Maltańczykami. To
wbrew pozorom ważna informacja.
W czasie angielskiej okupacji wyspy orężem przeciw anglicyzacji wyspy miał być,
między innymi, język włoski, będący dość długo językiem elit maltańskich. Miał on
duży wpływ na ukształtowanie się języka maltańskiego już w trakcie rządów
brytyjskich. Mimo lewostronnego ruchu ulicznego w Malcie, można stwierdzić, że
próby uczynienia z Malty części Imperium Brytyjskiego w każdym aspekcie, także
tym kulturalnym, nie powiodły się. Nie stwierdziłam zamierania życia na ulicach
w okolicy herbacianej godziny piątej p.m.
Ponieważ mój dziennik podróży to bardziej obrazy niż dane z „The World
Factbook” amerykańskich służb wywiadowczych, proszę mi darować niespieszną,
rwaną narrację w kilku odsłonach. Nie miała ona być, w żadnym wypadku,
naszpikowanym historycznymi faktami wypracowaniem do gazety. Po kokieteryjnym
mrugnięciu do czytelnika mogę spokojniej oddać się opowiadaniu.